Psychologia rozwojowa nie stworzyła czarnej listy pytań zakazanych 1 września. Badania nad rozmowami z dziećmi, wsparciem autonomii czy rodzicielską presją dają jednak kilka całkiem praktycznych wskazówek. Najważniejsza brzmi: po pierwszym dniu szkoły lepiej być ciekawym, niż przeprowadzać kontrolę jakości.

WIDEO

player placeholder

“No i jak było?”

Może i pytanie wydaje się niewinne, ale do wygodnych nie należy. “Jak było?” wymaga czegoś w rodzaju raportu na spotkaniu zarządu: podsumowania dnia w trzech zdaniach. Żaden siedmiolatek tego nie umie. 

Badania nad sposobem rozmawiania z dziećmi pokazują, że pytania otwarte pozwalają uzyskać pełniejsze, mniej narzucone przez dorosłego odpowiedzi niż pytania zamknięte. Ale w przypadku młodszego dziecka  “otwarte” nie musi oznaczać złożonej analizy. Lepiej sprawdza się (otwarty) konkret: “Co było najśmieszniejsze”, “Pamiętasz, obok kogo siedziałeś?”. Jest punkt zaczepienia, pytanie jest proste, ale takie, na które nie ma właściwej odpowiedzi.

Zobacz także:

“Masz już koleżankę?”

W dorosłej wersji brzmiałoby to kuriozalnie: “Pierwszy dzień w nowej pracy? Świetnie. Masz już przyjaciela?”. A jednak dzieci regularnie są pytane, czy już kogoś poznały, z kim się bawiły i czy “mają koleżankę”. Gorzej, że już samo pytanie sugeruje, że brak koleżanki to problem. Tymczasem pierwszy dzień szkoły nie zobowiązuje do bliskości na najbliższe osiem lat. 

Gorzej, że pytanie zamienia zwykłe poznawanie grupy w kolejny punkt do zaliczenia. Szczególnie jeśli rodzic dopytuje: “Z nikim nie rozmawiałaś?” albo “Czemu siedziałaś sama?”. Ze zwykłej sytuacji robi się problem, którego nasze dziecko być może nawet by nie zauważyło, gdyby nie pytania. 

Badania nad przystosowaniem szkolnym wskazują, że wspieranie autonomii dziecka wiąże się z lepszym funkcjonowaniem emocjonalnym i społecznym, podczas gdy nadmierna kontrola tego, co dzieje się w szkole, ma większe szanse zaszkodzić dziecku. W praktyce oznacza to także pozostawienie dziecku prawa do własnego tempa wchodzenia w grupę.

Zamiast liczyć nowe przyjaźnie, można zapytać: “Czy ktoś zrobił dziś coś zabawnego?”, “Z kim chciałabyś jutro jeszcze pogadać?”. Jeśli odpowiedź brzmi “z nikim” – nie trzeba od razu organizować akcji ratunkowej. Bliskość trwa, nie trzeba mieć 35+ lat, żeby to wiedzieć. 

“Pani była miła?” i “Nie bałeś się?”

To pytania z tezą (jak nie była miła, to źle, jak się bałeś, to rodzic coś jeszcze zrobi). Robimy to ezwiednie także w innych sytuacjach: “Nie było ci smutno?”, “Nikt ci nie dokuczał?”, “Nie stresowałaś się?”. Im młodsze dziecko, tym bardziej warto uważać na sugerowanie odpowiedzi. Dla małego dziecka rodzic jest najważniejszy, więc (nawet bezwiednie) dziecko chce go zadowolić.

Badania nad dziecięcymi relacjami z wydarzeń – rowadzone głównie w kontekście wywiadów psychologicznych i sądowych – pokazują przewagę pytań otwartych nad sugestywnymi: te pierwsze zostawiają dziecku większą swobodę odtworzenia własnej wersji zdarzeń. Domowa rozmowa nie jest oczywiście przesłuchaniem świadka, ale mechanizm bywa podobny. 

“Jaka jest wasza pani?” brzmi podobnie do “Czy pani była miła”, ale zostawia znacznie więcej miejsca na wyrażenie realnych odczuć. Na tej samej zasadzie pytanie “Czy było coś, co cię dziś zdenerwowało?” zamiast “Bałeś się?” bardziej otwiera na rozmowę. Różnica jest pozornie niewielka, najważniejsze, żeby rodzic nie podpowiadał, co dziecko powinno czuć.

“Byłeś grzeczny?”

To pytanie mówi sporo o polskiej szkole. Nie pyta o to, czego dziecko doświadczyło, tylko czy spełniło oczekiwania dorosłych. W kolejnych klasach jego odpowiednikami staną się: “Jak poszedł ci test?”, “Jakie oceny dostali inni?”.

Samo zainteresowanie wynikami nie szkodzi dziecku. Problem zaczyna się wtedy, gdy z rozmów wynika, że szkolne osiągnięcia są głównym powodem aprobaty. 

Meta-analiza 31 prób badawczych wykazała związek warunkowej akceptacji rodzicielskiej (okazywania większej lub mniejszej aprobaty w zależności od spełniania oczekiwań) m.in. z chwiejną, zależną od wyników samooceną. Presja rodzicielska wiązała się też z większym stresem i gorszym przystosowaniem szkolnym.

Pierwszego dnia nie trzeba sprawdzać, czy dziecko zostało wzorowym uczniem. Ciekawsze jest: “Co było dziś łatwiejsze, niż myślałeś?”“ i “Czy coś sprawiło ci trudność”. To wciąż pytania o szkołę, tyle że nie przypominają rubryki w Librusie.

“Dlaczego nic mi nie mówisz?”

Brak natychmiastowej reakcji nie oznacza, że dziecko coś ukrywa ani, że rodzic “stracił kontakt”.

Co ciekawe, badanie dzieci w wieku 8–13 lat pokazało, że rozmowy oparte na wzajemnym odsłanianiu się – gdy nie tylko dziecko odpowiada, ale także rodzic mówi coś o sobie – zwiększały u dzieci poczucie bycia kochanymi. Zamiast zadawać pięć pytań w drodze ze szkoły, można opowiedzieć o czymś z własnego dnia i zostawić ciszę. Dzieci często zaczynają mówić nie wtedy, kiedy pytamy, tylko gdy czują się swobodne i słuchane. 

Nie chodzi o to, by po 1 września każde zdanie konsultować z psychologiem rozwojowym. “Jak było?” nie wyrządzi dziecku szkody, a raz wypowiedziane “Byłeś grzeczny?” nie zbuduje w nim traumy. Warto jednak zauważyć, co właściwie próbujemy z dziecka wydobyć: jego doświadczenie czy potwierdzenie, że pierwszy dzień przebiegł tak, jak powinien.

Szkoła i tak będzie przez kolejne lata zadawać mu wystarczająco dużo pytań, na które istnieje tylko jedna poprawna odpowiedź. W domu dobrze zostawić kilka takich, na które jej nie ma.