Początek roku szkolnego to niesamowity stres zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Wszystkim towarzyszy wówczas niepewność, jak to będzie, czy wszystko się ułoży, czy maluch zaadaptuje się w klasie. Gdy wrzesień mija z reguły wiemy już więcej. O ile dziecko zaczyna chodzić do szkoły z uśmiechem, nie ma problemu. Gorzej, gdy wraca do domu i mówi o problemach – np. o tym, że nie ma z kim siedzieć lub nikt go nie lubi. Jak wtedy reagować, aby nie pogorszyć sytuacji, ale jednocześnie nie siać paniki na zapas? Porozmawiałam o tym z psycholożką dziecięcą, Karoliną Gunią.
WIDEO…
Katarzyna Racławska: Jak zareagować na pierwsze trudności w szkole - np. nie mam z kim siedzieć, dostałem złą ocenę, pani zwróciła mi uwagę itp… Jak rodzic powinien zareagować? Co powiedzieć jako pierwsze?
Karolina Gunia: Moment, w którym dziecko przynosi ze szkoły pierwsze smutne wieści lub skargi, jest dużym wyzwaniem dla rodzica. W pierwszym odruchu bliscy dorośli mają często tendencję do natychmiastowego udzielania rad, pouczania, a nawet opowiadania o tym jak sami radzili sobie w dzieciństwie. Zdarza się też, że w pośpiechu reagujemy zniecierpliwieniem lub umniejszamy problem dziecka. Najbardziej pomocne, co możemy zrobić w tej pierwszej sekundzie, to czasem po prostu „ugryźć się w język”, powstrzymać od natychmiastowego szukania rozwiązań i dać dziecku przestrzeń na to, by uwolniło swoje emocje.
Jeśli dziecko przychodzi z problemem rówieśniczym, np. mówi: „Nie mam z kim siedzieć i nikt mnie nie lubi”, nie powinniśmy od razu zaprzeczać jego słowom, ani dawać gotowych recept. Zamiast tego warto zastosować aktywne słuchanie i skupić się na dziecku, powtórzyć jego słowa i nazwać emocje, które za nimi stoją. Możemy powiedzieć: „Rozumiem, że czujesz się samotny i jest ci bardzo smutno, kiedy musisz siedzieć sam w ławce”. Samo usłyszenie od rodzica, że jego uczucia są w pełni akceptowane, pomaga dziecku poczuć ulgę. Dopiero gdy pierwsze napięcie opadnie możemy wspólnie zastanowić się, co mogłoby mu pomóc w tej sytuacji.
Gdy dziecko przynosi złą ocenę lub uwagę od nauczyciela, nie zadawajmy pytań rozpoczynających się od słowa „dlaczego” - np: „Dlaczego znowu nie uważałeś?”. Takie sformułowanie kojarzy się dziecku z oskarżeniem i powoduje chęć obrony lub zamknięcie się w sobie. O wiele lepiej jest zapytać spokojnie: „Co się wydarzyło w szkole?” lub „Z czym najtrudniej było ci się dzisiaj uporać?”.
Warto też od razu pokazać dziecku, że popełnianie błędów jest naturalnym elementem nauki i nie wpływa na to, jak bardzo jest dla nas ważne. Dzięki temu dziecko wie, że jego wartość nie zależy od stopni w dzienniku i może się zwrócić do rodzica z każdą trudnością.
K.R.: Czy wyrażenia typu „Jutro będzie lepiej”, „Podejdź do kogoś i zapytaj, czy możesz się przysiąść” to dobre reakcje?
K.G.: Choć takie zdania wypowiadane są najczęściej z wielkiej troski i w jak najlepszej wierze, warto z nich zrezygnować. W rzeczywistości rzadko przynoszą one dziecku ulgę, a mogą sprawić, że poczuje się ono jeszcze bardziej samotne ze swoimi zmartwieniami.
Powiedzenie dziecku, które właśnie przeżyło trudny dzień, że „jutro będzie lepiej”, to klasyczny przykład pocieszania na siłę i szybkiego uciszania trudnych emocji. Dla malucha, który czuje się teraz smutny czy odrzucony, takie słowa brzmią jakby jego uczucia nie były ważne. Dziecko po prostu potrzebuje usłyszeć, że jego dzisiejszy smutek jest przez nas w pełni przyjęty i rozumiany.
Z kolei rzucanie rad w stylu „podejdź i zapytaj czy możesz się przysiąść” to narzucanie gotowych rozwiązań. Dla nieśmiałego lub mocno zestresowanego dziecka takie zadanie może być barierą nie do przejścia. Kiedy dajemy mu gotową instrukcję, to zamiast pomóc, możemy niechcący wywołać w nim jeszcze większą presję i poczucie winy, że nie potrafi tak po prostu wykonać naszego polecenia. Ponadto, dając gotowe recepty, odbieramy dziecku szansę na budowanie własnej samodzielności.
Zamiast dawać natychmiastowe porady o wiele lepiej jest najpierw po prostu wysłuchać i zapytać dziecko, czego w tym momencie od nas potrzebuje.
K.R.: Gdzie jest granica między wspomaganiem samodzielności, a zostawieniem dziecka samego sobie?
K.G.: Ta granica opiera się na bardzo prostym mechanizmie: mądre wspieranie to stawianie wymagań, które minimalnie przewyższają to, co dziecko potrafi w tym momencie zrobić zupełnie samo, przy jednoczesnym zapewnieniu mu naszej gotowości do pomocy.
Aby dziecko mogło się rozwijać, potrzebuje codziennych wyzwań, np. samodzielnego spakowania plecaka czy przygotowania ubrań. Rodzic warto, żeby zachęcał do takich prób, ale z przekazem, że gdyby pojawiła się trudność, to jestem obok i chętnie ci pomogę. W ten sposób dziecko uczy się nowych rzeczy w bezpiecznych warunkach.
Zostawienie dziecka samemu sobie ma miejsce wtedy, gdy rodzic nie stawia żadnych wymagań, zasad ani jasnych granic. Wtedy, zamiast uczyć dziecka samodzielności, zostawiamy je po prostu sam na sam z problemami, decyzjami i lękami.
Druga skrajność to nadopiekuńczość i wyręczanie dziecka w rzeczach, z którymi przy minimalnym wysiłku poradziłoby sobie samo. Kiedy robimy za dziecko to, co mogłoby bez problemu zrobić, to tak jakbyśmy mówili mu „nie poradzisz sobie bez mojej pomocy”. To odbiera mu wiarę we własne możliwości i niszczy poczucie własnej wartości.
Mądre wspieranie to bycie obok i oferowanie dziecku tylko tyle pomocy, ile w danym momencie faktycznie potrzebuje.
K.R.: W takim razie, jak rozmawiać z dzieckiem, kiedy wraca ze szkoły i mówi: „Nikt mnie nie lubi”?
K.G.: Słysząc od dziecka takie zdanie, możemy wejść w chęć zaprzeczenia i natychmiastowego pocieszenia. Jednak o wiele bardziej pomocne jest spokojne wysłuchanie i przyjęcie jego emocji. Dla dziecka poczucie, że koledzy go nie akceptują, jest czymś ogromnie trudnym. Warto zacząć od nazwania tego, co przeżywa, np.: „Widzę, że poczułeś się dzisiaj bardzo samotny i jest ci z tego powodu smutno”. Bardzo ważne jest też docenienie tego, że dziecko w ogóle przyszło do nas i podzieliło się swoim zmartwieniem, ponieważ dzieci często ukrywają kłopoty rówieśnicze ze strachu przed wyśmianiem czy niezrozumieniem ze strony dorosłych.
Warto pamiętać, że dzieci pod wpływem silnych emocji mają tendencję do bardzo dużych uogólnień. Słowa „nikt mnie nie lubi” mogą w rzeczywistości odnosić się do jednej, konkretnej sytuacji, np. kłótni z kolegą z ławki albo odmowy wspólnej zabawy na jednej przerwie. Gdy napięcie opadnie możemy spokojnie dopytać o szczegóły. Kiedy wspólnie ustalimy na czym polega trudność, możemy pomóc dziecku budować relacje i uczyć je stawiania granic. Jeśli maluch jest nieśmiały, świetnym pomysłem jest zaproponowanie zaproszenia jednego kolegi czy koleżanki z klasy na wspólną zabawę do domu. W bezpiecznych, domowych warunkach o wiele łatwiej jest nawiązać bliższy kontakt niż na hałaśliwym szkolnym korytarzu.
Jeśli zauważymy, że problem nie mija, a dziecko staje się stale smutne i zamknięte w sobie, powinniśmy jak najszybciej skontaktować się z wychowawcą lub pedagogiem/psychologiem szkolnym, aby wspólnie rozwiązać tę sytuację na terenie szkoły.
K.R.: A co jeśli dziecko jest bardziej skryte w sobie? Jak rozpoznać u niego napięcie, nawet jeśli mówi, że się nie stresuje?
K.G.: To bardzo częsta sytuacja, ponieważ dzieci i nastolatkowie rzadko używają słowa „stres” - zamiast tego mogą mówić, że są zirytowane, zmartwione, zniecierpliwione czy po prostu złe. Często też zapewniają, że wszystko jest w porządku, ukrywając swoje prawdziwe emocje. Nie robią tego z chęci manipulacji. U mniejszych dzieci wynika to z faktu, że ich układ nerwowy dopiero uczy się rozpoznawać i nazywać swoje odczucia. U starszych jest to często podświadome maskowanie emocji, która staje się mechanizmem obronnym, gdy uczeń bardzo chce spełnić oczekiwania dorosłych, boi się oceny, odrzucenia lub obawia się, że jego przeżycia obciążą rodziców.
Ważna w tym momencie staje się uważna obserwacja sygnałów płynących z ciała i zachowania dziecka. Pierwszym i najbardziej wyrazistym obszarem są objawy somatyczne, czyli rzeczywiste dolegliwości fizyczne wywołane obciążeniem psychicznym. Dziecko zaczyna skarżyć się np. na silne bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunki lub napięciowe bóle głowy. Mogą pojawić się też poty nocne, przyspieszone bicie serca, uczucie niepokoju lub ucisk w klatce piersiowej. Bardzo charakterystyczna dla stresu szkolnego jest zależność czasowa tych dolegliwości, czyli nasilają się one wieczorem przed pójściem spać lub rano tuż przed wyjściem z domu, a słabną w weekendy, święta lub w momencie, gdy zapada decyzja, że dziecko tego dnia może zostać w domu.
Kolejnym ważnym sygnałem są trudności ze snem, np. problemy z zasypianiem pomimo zmęczenia, wybudzanie się w nocy, koszmary senne związane ze szkołą oraz gwałtowne zmiany apetytu albo jego utrata lub przeciwnie - kompulsywne zajadanie stresu.
U dzieci o wysokiej wrażliwości, które mają tendencję do tłumienia złości czy lęku w sobie, nagromadzone napięcie może znaleźć ujście w tikach nerwowych czy w tikach głosowych.
Pod wpływem silnego napięcia dziecko może się wycofywać czy doświadczać chwilowego „zawieszania się” w mowie lub myśleniu podczas wypowiedzi. Nawet w tak spokojnej czynności jak rysowanie można dostrzec stres, np. poprzez to, że dziecko może długo wahać się przed dotknięciem kartki, prosić o zaczynanie od nowa, trzymać kredkę zbyt mocno i kreślić z nienaturalnie silnym naciskiem lub rysować z minimalnym, bezsilnym dociskiem.
Stres zmienia też ogólne zachowanie. Jeśli wcześniej pogodne dziecko staje się nagle skrajnie drażliwe, wybucha złością z błahego powodu, izoluje się od rówieśników lub traci zainteresowanie ulubionymi dotychczas zabawami, powinno to wzbudzić naszą czujność. Wszystkie te fizyczne i behawioralne zmiany to sygnały alarmowe przeciążonego organizmu, które wymagają spokojnego i cierpliwego wsparcia ze strony dorosłych.
K.R.: Jak odróżnić chwilowy problem od trwałego problemu z relacjami w klasie?
K.G.: Zwykłe, codzienne kłótnie rówieśnicze są w szkole czymś naturalnym i zazwyczaj szybko mijają. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy mamy do czynienia z gnębieniem. Wtedy pojawia się wyraźna przewaga sił - jedno dziecko staje się stałym celem ataków grupy lub silniejszego rówieśnika, który celowo sprawia mu przykrość. Takie nękanie nie jest jednorazową sytuacją, ale powtarza się regularnie przez tygodnie, a nawet miesiące.
Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym dla rodzica jest czas trwania problemu oraz zmiana w zachowaniu dziecka. Chwilowy kryzys rówieśniczy sprawia, że dziecko jest smutne lub złości się przez dzień czy dwa, ale po wyjaśnieniu sprawy wraca do normy. Jeśli jednak problem jest trwały, to dziecko zaczyna się wycofywać, unika kontaktu z kolegami, a jego nastrój się pogarsza. Dziecko zmagające się z odrzuceniem lub nękaniem może też nagle zacząć przynosić znacznie gorsze oceny, unikać rozmów o szkole i reagować ogromnym lękiem na samą myśl o wyjściu z domu. Takie zmiany wymagają rozmowy z wychowawcą i pomocy specjalisty.
K.R.: Kiedy rodzic powinien zachęcać dziecko do działania, a kiedy jednak samemu interweniować i porozmawiać z nauczycielem?
K.G.: Zachęcanie dziecka do samodzielnego działania jest najlepszym krokiem w przypadku drobnych, codziennych sporów i sprzeczek z rówieśnikami, które są naturalną częścią szkolnego życia. W takich sytuacjach dom jest idealnym miejscem do tego, żeby spokojnie porozmawiać z dzieckiem o asertywności, budowaniu pewności siebie i o tym, jak stawiać jasne granice. Możemy wspólnie zastanowić się, co dziecko może zrobić lub powiedzieć następnym razem, dając mu szansę na samodzielne wypróbowanie tych rozwiązań w klasie.
Interwencji rodzica wymaga to, gdy spory zamieniają się w stałe nękanie, wykluczenie czy jakąkolwiek formę przemocy. Jeśli widzimy, że problem nie mija, dziecko zaczyna unikać szkoły, reaguje lękiem, staje się apatyczne lub skarży się na bóle brzucha czy głowy, nie wolno nam zostawiać go z tym samego ani oczekiwać, że samo rozwiąże sprawę. Wtedy rodzic powinien jak najszybciej skontaktować się z wychowawcą lub pedagogiem/psychologiem szkolnym.
K.R.: Jakie jeszcze mogą być pierwsze trudności w szkole, które mogą zaniepokoić rodzica?
K.G.: Pierwszą poważną trudnością dla pierwszoklasisty jest nagła zmiana sposobu funkcjonowania i spędzania czasu. W przedszkolu dziecko uczyło się głównie poprzez spontaniczną zabawę, natomiast w szkole musi nagle przystosować się do nauki narzuconej odgórnie, w wyznaczonym czasie i według określonego planu. Dla siedmiolatka konieczność siedzenia w bezruchu przy stoliku przez całą lekcję jest ogromnym obciążeniem. Jego uwaga w tym wieku jest jeszcze w dużej mierze mimowolna, a pełne skupienie na trudnym lub mało atrakcyjnym obowiązku trwa zazwyczaj tylko około 15-20 minut. Dzieci, u których zdolność kontrolowania własnych reakcji i emocji dopiero się rozwija, mają duży problem z powstrzymaniem się od innych działań, co sprawia, że trudno im podporządkować się nowym regułom.
Kolejną barierą są trudności związane z samym tempem nauki i przyswajaniem wiedzy. Ponieważ dzieci rozwijają się w różnym tempie, niektóre z nich wykonują zadania wolniej, mają kłopoty z rozumieniem poleceń nauczyciela czy z trudnością opanowują pisanie i czytanie. Gdy uczeń zauważa, że nie nadąża za resztą klasy szybko pojawia się w nim lęk przed porażką. Ogromnym wyzwaniem staje się wtedy każda sytuacja publicznej oceny tj. odpowiadanie przy tablicy czy głośne czytanie, podczas których dziecko bardzo boi się ośmieszenia i krytyki ze strony rówieśników.
Dla wielu uczniów nowością i problemem jest także gwałtowny wzrost wymagań dotyczących ich samodzielności. Uczeń musi nagle sam pilnować swoich przyborów, pamiętać o spakowaniu tornistra, odrabiać lekcje w domu czy wywiązywać się z obowiązków dyżurnego w klasie. Jeśli wcześniej rodzice wyręczali dziecko w codziennych czynnościach z obawy, że sobie nie poradzi teraz poczuje się ono całkowicie zagubione.
Warto pamiętać o trudnościach społecznych, które wynikają z konieczności wejścia w nową, często dużą grupę rówieśniczą. Dziecko musi nauczyć się nie tylko nawiązywać kontakty, ale też współpracować w zespole. W klasie pojawia się też rywalizacja i porażki, z którymi wrażliwy uczeń może sobie po prostu nie radzić.
Karolina Gunia – psycholożka, absolwentka Uniwersytetu Opolskiego. Na co dzień pracuje z dziećmi, młodzieżą i rodzicami zarówno w szkole, jak i w gabinecie prywatnym. W swojej pracy zajmuje się przede wszystkim emocjami, relacjami rówieśniczymi, relacją dziecko–rodzic oraz codziennymi wyzwaniami, z jakimi mierzą się rodziny. Pomaga rodzicom lepiej rozumieć zachowanie dziecka i dostrzegać stojące za nim emocje oraz potrzeby, a dzieciom i nastolatkom lepiej rozumieć siebie i radzić sobie z trudnościami. Prowadzi profile edukacyjne na Instagramie i Facebooku @karolina.psychologdzieci, gdzie popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii dziecka i rodzicielstwa, przekładając ją na konkretne sytuacje z codziennego życia rodzin.
Czytaj także:
- Wieczór przed szkołą. Jak przygotować dziecko, żeby pierwszy dzień był spokojniejszy?
- 5 rzeczy, które warto zrobić w domu przed 1 września. Powrót dziecka do szkoły będzie łatwiejszy
- Droga do szkoły. Kiedy dziecko może chodzić samo i jak zadbać o jego bezpieczeństwo?



























