Różnica między dobrym a złym zakupem pojemników tego typu często nie ma nic wspólnego z ceną. Widać ją dopiero po kilku tygodniach: bidon zaczyna przeciekać, do zakamarków pokrywki nie da się dotrzeć gąbką, a śniadaniówka zajmuje zajmuje za dużo miejsca w plecaku. Oto kilka praktycznych porad jak tego uniknąć i wybrać rzeczy, które przetrwają dwa semestry i to nie na dnie plecaka? 

WIDEO

player placeholder

Śniadaniówka: przegródki są ważniejsze, niż się wydaje

Najprostsze pudełko z jedną komorą ma jedną niewątpliwą zaletę: łatwo je umyć. W praktyce jednak dobrze sprawdzają się modele z przegródkami lub wyjmowanymi pojemniczkami. Nie tylko dlatego, że pomidor nie moczy kanapki. Kilka oddzielnych porcji pozwala zapakować różne rzeczy w małych ilościach – owoce, warzywa, pieczywo, ser czy przekąskę – a dziecko samo może zdecydować, od czego zacznie, a taki wybór niewątpliwie uatrakcyjnia drugie śniadanie, które przestaje być obowiązkiem z cyklu “mama sprawdzi, czy zjadłem kanapkę”. 

Przy wyborze najlepiej sprawdzić, czy wszystkie przegródki można bez problemu nie tylko wyjąć, ale i włożyć z powrotem bez szarpania się. Im więcej nieruchomych rantów, silikonowych uszczelek i wąskich szczelin, tym większa szansa, że po kilku tygodniach pudełko zacznie mieć własny zapach i to nie do końca przyjemny. Kolejną ważną cechą jest to, czy można je umyć w zmywarce – co powinno być wyraźnie zaznaczone przez producenta. 

Zobacz także:

Drugą niedocenianą rzeczą jest sposób otwierania. Klips spinający obie części może wydawać się wygodny dla dorosłego, a dla siedmiolatka oznaczać codzienną walkę z zatrzaskiem. Przed zakupem dobrze dać dziecku pudełko do ręki i sprawdzić, czy potrafi samodzielnie je otworzyć i zamknąć. To samo dotyczy wagi. Masywna śniadaniówka z grubymi ściankami może i wydaje się porządna, ale po dodaniu jedzenia staje się kolejnym ciężkim przedmiotem noszonym przez kilka godzin.

Design nie musi, a nawet nie powinien być na końcu listy. Dziecko, które samo wybierze kolor, motyw albo zestaw naklejek do ozdobienia pudełka, prędzej będzie traktowało je jako swoją rzecz, którą lubi, a nie jakieś “naczynie”, które mama wzięła z kuchni. 

Dobry bidon to ulubione akcesorium dziecka

Można kupić świetnie izolowany, pancerny bidon i odkryć, że dziecko prawie z niego nie pije. Powód bywa techniczny: trzeba odkręcić korek przy użyciu obu rąk. 

Ustnik wysuwany jednym przyciskiem czy słomka mogą być wygodniejsze podczas przerwy albo zajęć sportowych niż klasyczna zakrętka. Mają jednak drugą stronę: więcej elementów do mycia. Jeśli wybieramy taki mechanizm, dobrze sprawdzić, czy słomkę, uszczelkę i ustnik można łatwo wyjąć i czy producent oferuje części zamienne. W bidonie używanym codziennie zgubiona uszczelka nie powinna oznaczać konieczności kupowania nowego egzemplarza. Dla młodszych dzieci dobrym rozwiązaniem będą miękkie słomki, które nie wbijają się w podniebienie.

Warto rozejrzeć się też za ścianką, przez którą można zobaczyć, ile się już wypiło. Na wiele dzieci działa to lepiej niż przypominanie o piciu – poziom wody staje się prostym wskaźnikiem. Z kolei efektowny wzór, ulubiony kolor czy możliwość przypięcia zawieszki mogą sprawić, że bidon trafi na ławkę dumnego posiadacza, zamiast przez cały dzień leżeć na dnie plecaka. “Fun” nie jest wcale błahym kryterium.

Przed użyciem warto też wykonać mało elegancki test: zamknąć bidon, odwrócić go do góry dnem i potrząsnąć. Jeśli bidon przecieka, jest to podstawa, by zwrócić go do sklepu. W warunkach szkolnych będzie w końcu traktowany znacznie gorzej. Trzeba również pamiętać, że hasło “BPA free” nie jest samo w sobie certyfikatem jakości całego produktu. W UE materiały przeznaczone do kontaktu z żywnością podlegają określonym wymogom bezpieczeństwa; na produkcie lub opakowaniu warto szukać informacji o przeznaczeniu do kontaktu z żywnością i stosować go zgodnie z zaleceniami producenta.

Termos: nie tylko na herbatę

Termos przydaje się przede wszystkim wtedy, gdy szkoła nie zapewnia posiłków, albo gdy między wyjściem z domu a obiadem mija wiele godzin. W przypadku ucznia termos nie powinien być za wysoki – wtedy łatwiej go przewrócić. Można zapakować do niego makaron, ryż z dodatkami, zupę-krem czy owsiankę przy czym warto zwrócić uwagę na to, jak łatwy będzie do domycia.

Warto też dopasować jego rozmiar do porcji, którą nasze dziecko rzeczywiście zjada, a nie przez kilka lat wozić w plecaku dodatkowe gramy stali. Dobrze sprawdzić także średnicę: termos powinien mieścić się w plecaku bez układania całej jego zawartości wokół jednego pojemnika.

W modelach obiadowych praktyczny jest dołączony składany widelec lub łyżka – nie trzeba codziennie pamiętać o osobnych sztućcach, które łatwo zawieruszają się w plecaku. 

Ważna jest temperatura: nie tylko to, czy termos trzyma ciepło, ale też pamiętanie, by nie wkładać do środka ciepłych posiłków, którymi młodsze dziecko może się poparzyć. Letnia zupa jest lepsza niż poparzony język. 

Na końcu zostaje kwestia atestów. Zamiast szukać na opakowaniu ogólnego hasła, lepiej sprawdzić jakie dany produkt ma ograniczenia dotyczące temperatury, zmywarki czy mikrofalówki i czy pochodzi od producenta, którego można zidentyfikować. Unijne przepisy wymagają, by materiały mające kontakt z jedzeniem nie uwalniały do niego substancji w ilościach zagrażających zdrowiu. Dobry szkolny zestaw poznaje się jednak również po czymś znacznie prostszym: pod koniec semestru nadal jest używany, zamiast zajmować miejsce w kuchennej szafce.