Nowy rok szkolny to nie tylko nowy plecak i piórnik. To też naturalny moment, żeby wprowadzić w życie dziecka coś, co zostanie z nim znacznie dłużej niż wiedza o rzekach Polski, czyli umiejętność obchodzenia się z pieniędzmi. Kieszonkowe nie jest nagrodą ani dodatkiem do budżetu domowego. Ma być bezpiecznym poligonem do eksperymentowania i nauki, na którym dziecko może się pomylić, zanim pomyłka będzie drogo kosztować.

WIDEO

player placeholder

Od kiedy zacząć i ile dawać

Nie ma jednej magicznej kwoty ani wieku. Sensowną zasadą, którą stosuje proponuje wielu psychologów dziecięcych jest to, że kieszonkowe warto wprowadzić, gdy dziecko rozumie, że pieniądze można wymienić na rzeczy, i potrafi policzyć, ile czego potrzebuje. U większości dzieci to moment startu edukacji wczesnoszkolnej, czyli mniej więcej 6–7 lat.

Jeśli chodzi o kwotę, dobrym punktem odniesienia jest wiek dziecka pomnożony przez niewielką, stałą stawkę tygodniową – tak, by kwota rosła razem z dzieckiem i jego potrzebami. Ważniejsza od wysokości jest jednak regularność. Kieszonkowe wypłacane raz w tygodniu, zawsze tego samego dnia, uczy przewidywalności znacznie skuteczniej niż jednorazowa, większa suma raz na miesiąc, którą młodsze dziecko i tak wyda w ciągu trzech dni.

Zobacz także:

Czy kieszonkowe powinno być nagrodą za obowiązki?

To pytanie dzieli rodziców najbardziej. Łączenie kieszonkowego z codziennymi obowiązkami domowymi (sprzątanie pokoju, wynoszenie śmieci) niesie ryzyko: dziecko uczy się, że pomoc w domu ma cenę, a to może osłabić naturalną motywację do współdziałania w rodzinie jako takiej.

Lepiej rozdzielić te dwie sprawy. Podstawowe obowiązki domowe, bo dziecko jest częścią rodziny, nie dlatego, że mu za to płacimy. Kieszonkowe, bo dziecko uczy się gospodarowania pieniędzmi, nie dlatego, że na nie „zapracowało" danego dnia. Można natomiast wprowadzić dodatkowe, wykraczające poza codzienność zadania (umycie samochodu, pomoc sąsiadce), za które dziecko dostaje dodatkowe pieniądze – to uczy związku między wysiłkiem a zarobkiem, bez podważania sensu rodzinnej współpracy.

Trzy słoiki

Prosta, sprawdzona metoda, którą łatwo wprowadzić już od pierwszych klas: dzielimy kieszonkowe na trzy części, najlepiej fizycznie – w trzech słoikach, kopertach czy przegródkach portfela.

  • Wydawaj – pieniądze na bieżące, drobne przyjemności, którymi dziecko dysponuje w pełni samodzielnie.
  • Oszczędzaj – pieniądze odkładane na coś większego, co dziecko samo sobie wybierze (nowa gra, rower, bilet na koncert).
  • Dziel się – niewielka część przeznaczona na prezent dla kogoś bliskiego albo cel charytatywny, który dziecko wybiera samo.

Ten podział działa, bo jest namacalny. Dziecko widzi malejący i rosnący poziom monet w słoiku znacznie lepiej, niż rozumiałoby liczby na koncie bankowym. Dopiero gdy ten mechanizm stanie się intuicyjny, warto przechodzić do wersji cyfrowej.

A może od razu aplikacja?

Coraz więcej banków oferuje konta i aplikacje dla dzieci z kontrolą rodzicielską – i to dobre narzędzie, ale najlepiej wprowadzać je jako kolejny krok, nie pierwszy. Dziecko, które najpierw fizycznie doświadczyło, jak wygląda pusty słoik po zbyt szybkim wydaniu pieniędzy, znacznie lepiej rozumie, co dzieje się z saldem w aplikacji, niż dziecko, dla którego pieniądze od początku były tylko liczbą na ekranie.

Jeśli decydujecie się na aplikację, wybierzcie taką, która pokazuje historię wydatków w prosty, wizualny sposób i pozwala ustawić cele oszczędnościowe – to przekłada dorosłe narzędzia finansowe na język zrozumiały dla dziecka.

Największy błąd rodziców? Ratowanie przed konsekwencjami

Dziecko, które wydało całe kieszonkowe w poniedziałek i w czwartek chce iść z kolegami na lody, prędzej czy później zapyta o dopłatę. To najtrudniejszy, ale i najcenniejszy moment całego procesu. Rodzice najczęściej odpuszczają, dokładając "tylko tym razem".

Jeśli to się powtarza, dziecko uczy się czegoś przeciwnego do tego, co planowaliśmy: że budżet jest elastyczny, jeśli wystarczająco długo poprosi. Spokojna odmowa:„rozumiem, że to przykre, w tym tygodniu już nie masz na lody, ale w przyszły poniedziałek dostaniesz kolejne kieszonkowe", uczy więcej niż niejeden domowy wykład o oszczędzaniu. Ważne, żeby towarzyszyło temu zrozumienie emocji dziecka, a nie tylko twarda zasada. Rozczarowanie jest naturalne i dziecko ma prawo je poczuć.

Rozmowa, nie tylko transakcja

Kieszonkowe działa najlepiej, gdy towarzyszy mu rozmowa. Krótkie, naturalne pytania przy okazji: „Na co odkładasz?", „Ile jeszcze brakuje ci do celu?", „Co wolisz – kupić to teraz, czy poczekać na coś większego?". Dzieci uczą się finansów z tego, jak rodzice na co dzień mówią o pieniądzach – czy robią to ze spokojem, czy z lękiem, czy dzielą się decyzjami, czy trzymają je w tajemnicy.

Początek roku szkolnego to dobry moment na start, bo dziecko i tak przyzwyczaja się do nowego rytmu, nowych obowiązków i nowej rutyny. Kieszonkowe może po prostu stać się jedną z nich, małym, cotygodniowym rytuałem, który za kilka lat zaowocuje czymś znacznie ważniejszym niż umiejętność liczenia reszty.


Przeczytaj również:

Zajęcia dodatkowe. Skąd wiedzieć, że dziecko naprawdę ich chce?

Droga do szkoły. Kiedy dziecko może chodzić samo i jak zadbać o jego bezpieczeństwo?