- Skąd to masz? - żona wskazuje palcem fioletową plamę na moim prawym policzku, pod okiem.
- Aaaaa... - mruczę – to Daniel...
- Co? Uderzył cię?
- Nie – odpowiadam. - Wyssał...
WIDEO…
A konkretnie to było tak, że najwidoczniej Mały uznał, iż sprawiedliwości ma stać się zadość i skoro zrobił malinkę nie tak dawno Mamie na ręce, to i tata musi być „oznakowany”. I tak, w

Ostatnio jednak Żona, po powrocie z pracy, wchodząc do domu spojrzała na mnie, po czym usiadła gwałtownie na szafce, niemalże płacząc ze śmiechu. O ile plamka na prawym policzku zbladła już niemal całkiem, o tyle na lewym pojawiła się druga, nieco mniejsza, ale o wiele intensywniejsza od pierwszej. I w tym przypadku, szczerze powiedziawszy, nie wiem nawet, kiedy Daniel mi to zrobił. Podejrzewam, że podczas którejś wspólnej drzemki. Musiał się przekręcić na bok, przytulić i przyssać...
No i wyglądam teraz, jak jaki menel, albo – nie daj Boże – ofiara przemocy rodzinnej. Z jednej strony wyblakły już siniak, z drugiej świeży, malowniczy. Do tego jeszcze teraz dochodzą świecące z powodu gorączki oczy – wypisz wymaluj ojciec z rodziny patologicznej. Wywiad środowiskowy przyniósłby niejednemu socjologowi teraz ubaw. O ile ktokolwiek by w opowieść o wsysaniu się Daniela uwierzył...



























