Odkąd Młody jest szczerzącym się posiadaczem czterech dużych ząbków, po dwa na górze i na dole, nie memła już chlebka, ale mocno nadgryza i szarpnięciem odrywa resztę, co przekomicznie zresztą wygląda.
WIDEO…
Bywa, że i kilka kromek dziennie przejdzie przez jego rączki i buźkę, lądując zarówno w brzuszku, jak i na foteliku. Niezgłębioną jednakże tajemnicą pozostaje wszak, jakim cudem Daniel, będąc ubrany w body, rajstopki, spodenki i koszulkę, po rozebraniu ma okruszki na brzuszku pod pieluchą! Nawet Copperfield by tego nie potrafił...

Jakoś tak wyszło, że ze względu na gnębiące go przeziębienie, Daniel nie bardzo chciał jeść. Odwracał głowinę od butelki z mlekiem, krzywił się, pluł, ogólnie dawał wyraźnie do zrozumienia, jaki jest jego stosunek do żywienia. To samo zresztą z daniami ze słoiczków. Jedynie soki pijał w ilościach hurtowych.
Aż wreszcie przy obiedzie, gdy odwracał z niesmakiem głowę od łyżeczki z pożywnym daniem kurczakowym, zauważyliśmy, że dość intensywnym wzrokiem wpatruje się w nasze talerze z zupą jarzynową.
- Chcesz trochę? - spytała żona, podając mu na łyżce kawałek marchewki, skąpany w odrobinie zupy.
Daniel otworzył buźkę, przeżuł, mlasnął i ponownie otworzył dzioba w oczekiwaniu na następną porcję.
- Ooooo! - zdziwiliśmy się chóralnie, ale skoro dziecko samo domaga się pożywienia, to nie będziemy mu żałować. I w ciągu minuty zniknęła ta resztka zupy, która jeszcze była w maminym talerzu.
- To ja mu przyniosę jeszcze trochę – zaoferowałem się, wyciągając z garnka co drobniejsze kawałki warzyw, makaronu i dolewając nieco zupy, na oko w sam raz na porcję dla nie jedzącego od kilku dni niemowlaka.
Nie minęło pięć minut, a porcja przeze mnie przygotowana zniknęła w rytmie radosnego mlaskania i prezentowania zadowolonych minek. Z wyrazem osłupienia na twarzy podreptałem po kolejną dokładkę... i kolejną, i kolejną.... w sumie dokładałem porcyjek takich sześć, za każdym razem z coraz bardziej rozdziawioną ze zdziwienia japą.
- Gdybyśmy od początku wiedzieli, że takie jedzenie wolisz, to zaoszczędzilibyśmy na słoiczkach – stwierdziła żona. - Jak tak dalej pójdzie, to będziesz bardzo tani w utrzymaniu i wcinać będziesz to, co my...
- Jutro w takim razie dostajesz kotleta i marchewkę z groszkiem! – zaordynowałem.
Młody tylko mlasnął i zrobił zachwyconą minkę...
Po obiadku, w ramach deserku, Mama wcina sobie jajko niespodziankę, od czasu do czasu kawałek czekoladki dając Młodemu, który stoi obok kanapy i oblizuje się ze smakiem na podawane słodkości. Prowadzimy jakąś tam luźną rozmowę, Daniel jednym okiem w międzyczasie rzuca w stronę bajki na telewizorze, a drugim...
- Heeeej! - słyszę nagle krzyk żony i odwracam głowę od jakiejś interesującej kreskówkowej akcji w stronę reszty mojej rodziny.
- Co się dzieje?
- On mi zabrał! - płaczliwie skarży się żona...
Patrzę, a Młody z szelmowskim uśmiechem ściska w garści połówkę kinder-jaja, która do tej pory leżała spokojnie na maminych kolanach. Po czym, nie reagując na krzyki protestu, pakuje ją sobie całą do buzi, smarując przy tym policzki, nosek i spodnie ojca, do którego przytula się mocno zaraz po dokonaniu przestępstwa!
- Widocznie uznał, że za mało i za wolno mu podajesz, więc sam się obsłużył – podsumowuję... - Od jutra zatem kupować będę dwa jaja...
...prawdę pisał Leszek Talko: dziecko jest najlepszym specjalistą od dzieci...



























